Czarnobylskie Samosioły

Czarnobylskie Samosioły

136%
10 920
z potrzebnych 8 000 zł = 136% celu
193 wpłat

Zakończono sukcesem
Zbiórka zakończyła się dnia 25.01.2018. Wszystkie zgromadzone środki trafiły do autorów inicjatywy.
Jeśli wspierałeś kampanię - możesz ją ocenić!
Obserwuj (4)
  • Projekt
  • Aktualizacje (10)
  • Wspierający (183)
  • Społeczność

Opis projektu

Czarnobyl nie jest tak opuszczonym miejscem, jak powszechnie się wydaje. Choć wokół felernej elektrowni jądrowej utworzono strefę zamkniętą po katastrofie w 1986 roku, to do dziś żyją tam nieliczni. To tak zwane "samosioły", czyli ludzie którzy nigdy nie pogodzili się z przymusową ewakuacją. Postanowili zostać, choć ich ojczysta ziemia została skażona promieniowaniem jonizującym. Do dziś przeżyło ich tylko 140 i z każdym rokiem ubywa, a wraz z nimi kawał historii. To starsi ludzie, którzy potrzebują pomocy.

"Tu się urodziłam i tu umrę"

Na początku 2017 roku przeprowadziliśmy pierwszą taką akcję pomocową. Za zebraną kwotę zorganizowaliśmy wyjazd do Czarnobylskiej Strefy Zamkniętej i przez 3 dni w ciężkim śniegu oraz temperaturze spadającej do -15 stopni Celsjusza jeździliśmy po samosiołach i pomagaliśmy. Pół roku później, latem, ze względu na nasze doświadczenie zostaliśmy zaproszeni do drugiej akcji pomocowej, którą zorganizował producent aplikacji Chernobyl VR Project. Teraz chcemy wrócić do samosiołów w tym trudnym, zimowym okresie.

Cele naszej akcji

Naszym celem jest zorganizowanie wyprawy do Czarnobylskiej Strefy Zamkniętej, nastawionej na pomoc. Zdajemy sobie sprawę, że nie dotrzemy do wszystkich, więc chcemy skupić się na tych najbardziej potrzebujących. Znamy ich i znamy teren, ponieważ w Strefie Zamkniętej spędziliśmy już 150 dni, wielokrotnie odwiedzając staruszków i poznając historie ich życia. Strefa to nie Polska: nie można tam po prostu wjechać i robić, co się chce. Tam każde miejsce, każda wioska wymaga wydania pozwolenia od władz.

Pomaganie samosiołom to wbrew pozorom nie są sprawy skomplikowane. W świecie pozbawionym innych ludzi, gdy własne zdrowie zaczyna szwankować, narąbanie drewna na opał jest na wagę złota, nie wspominając o takich czynnościach, jak chociażby załatanie przeciekającego dachu. Podstawą jest jednak czysta woda oraz żywność: możliwie najwięcej jedzenia, bo z tym największy jest problem zimą.

  • Czas wyprawy: 3 dni w Czarnobylu (+ dojazdy)
  • Auto własne
  • Co bierzemy: ciepłe rzeczy, narzędzia do napraw
  • Co kupujemy na miejscu: żywność, wodę

Cała uzbierana kwota zostanie przekazana na akcję pomocową i produkty dla samosiołów. My nie bierzemy z tego tytułu NIC - robimy to z potrzeby ducha, poświęcając swój prywatny czas. Po prostu pakujemy się i ruszamy w trasę.


Komu chcemy pomóc?

Samosioły to obecnie osoby w podeszłym wieku - niektórzy z nich radzą sobie lepiej, a inni gorzej, choć tych drugich jest coraz więcej. Po katastrofie żyli oni bowiem w skupiskach, jednak z biegiem lat, kiedy inni umierali, część zostawała sama w opuszczonych wioskach.



Po lewej Fiodor, który zaginął miesiąc po naszej akcji - ciała nigdy nie odnaleziono. Po prawej Maria Urupa - zmarła dwa miesiące po drugiej akcji.

Tak jest z panią Olgą Juszczenko - z wioski "tysiąca mieszkańców", jak mawia, została tylko ona jedna. Żyje w skromnej chacie pozbawionej prądu i bieżącej wody. Mimo to, radzi sobie całkowicie sama, jedząc to, co wyhoduje i śpiewając ludowe piosenki w chwilach samotności. Przed katastrofą mieszkała w Prypeci i pracowała w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, gdzie zajmowała się sprawami gospodarczymi - 26 kwietnia 1986 roku pojechała do pracy, jak w każdy dzień, jednak nie wpuszczono jej tam i nazajutrz ewakuowano ją razem z 50 tysiącami innych mieszkańców.  Wróciła do rodzinnej wsi Łubianka po zachodniej stronie Strefy Zamkniętej i żyje tam do dziś. "Jakie promieniowanie? Widzi ktoś je?" - mawia Olga. I faktycznie, pomiary wskazują wyniki takie same, jak w Polsce, jednak oficjalnie to wciąż teren zamknięty.

Wszystko jest jednak dobrze, póki się coś nie stanie. Nasze pierwsze spotkanie z Olgą skończyło się wizytą w szpitalu, kiedy spotkaliśmy ją z objawami udaru słonecznego. Mimo to, uparta babuszka stwierdziła, że sama dojdzie pieszo 6 kilometrów do leśnictwa puszczy czarnobylskiej w 35-stopniowym upale. Zatrzymaliśmy ją, wróciliśmy z nią do jej chaty i tam zaczęła szybko słabnąć, wymiotować, kiedy my wzywaliśmy pomoc. Ta nadjechała do nas dopiero po 2 godzinach: karetka pogotowia zabrała wówczas panią Olgę do szpitala, gdzie wracała do sił 2 tygodnie.

Gdzie jest Fiodor?

Nasza zeszłoroczna akcja pomocowa skupiła się w dużej mierze na panu Fiodorze - ostatnim mieszkańcu wioski Ilinci. Poznaliśmy go jesienią 2015 roku i obiecaliśmy wrócić tydzień później z niezbędnymi produktami. Niestety, po jego rodzinnej chacie zostało już tylko pogorzelisko. Spłonęła wraz z zapasami na całą zimę i nikt nie dostrzegł nawet dymu. Byliśmy na miejscu jako pierwsi, zaś sam Fiodor w tym czasie żywił się resztkami jabłek i orzechów, które wciąż zostały na drzewie po lecie.

Dziaduszek zajął chatę po sąsiadach skąd wyszedł do nas w dziurawych butach i rzeczach, które nie nadawały się na zimę. "Nie mam nic więcej, wziąłem tylko to, co miałem na sobie" - mówił Fiodor. To on dał początek organizowanych przez nas akcji pomocowych. Przywieźliśmy mu ciepłe buty, kurtkę, mnóstwo jedzenia... Ba, nawet wysprzątaliśmy jego chatę i narąbaliśmy mu drewna, z czym on - jako człowiek słaby i stary - miał już spore problemy. Niestety, pech go nie opuszczał. 

Zaledwie miesiąc po naszej wizycie na wszystkich punktach kontrolnych w Czarnobylskiej Strefie Zamkniętej pojawiło się ogłoszenie z podobizną Fiodora obarczona tytułem "Poszukiwany". Dziaduszek wyszedł ze swojej chaty i nigdy nie wrócił. Nie wiadomo, co się z nim stało: może poszedł i zabłądził? A może wpadł do studni? Pewnym jest, że Fiodor już nie żyje, ale ciała nigdy nie znaleziono.

W jego chacie, którą odwiedziliśmy krótko po zaginięciu, wszystko wyglądało tak, jakby chwilę wcześniej stamtąd wyszedł. Pod stołkiem wciąż były zimowe buty, które mu podarowaliśmy, na łóżku ubrania od nas, a na stole niedojedzony chleb i szklanka wody. Smutny obraz, ale taka jest Strefa.


W innej wiosce mieszka samotnie pan Wasyl, którego żona zmarła 10 lat temu. Ma 86 lat, cały się trzęsie kiedy chodzi o dwóch laskach, jest dumny ze swoich skromnych zbiorów kartofli i zawsze wzrusza się, kiedy odchodzimy. W jeszcze innym miejscu jest babuszka Hania, która nie wypuszcza nas bez poczęstunku i kieliszka samogonu, albo pani Maria, która uznała nas już za swoich wnuczków. Zbyt wiele osób i historii, by opisać je w tak krótkim tekście.

Choć nie jest to wcale tak daleko od Polski, gdzie niczego nam nie brakuje, to tam ludzie żyją tak, jak u nas żyły nasze babcie i dziadkowie. Jest jednak jedna podstawowa różnica - to teren zamknięty, a najbliżsi sąsiedzi niejednokrotnie znajdują się wiele kilometrów dalej. Jakby tego było mało, wszyscy oni to ludzie w podeszłym wieku i za kilka lat prawdopodobnie nie będzie już nikogo.

My i inni ludzie, którzy odwiedzają Czarnobylską Strefę Wykluczenia staramy się odwiedzać samosiołów i pomagać za każdym razem, jednak to wciąż za mało, zaś ich cały czas ubywa. Zdajemy sobie z tego sprawę każdego miesiąca, jako że spędzamy w Czarnobylu dużą część roku. Tak było m.in. z panią Marią Urupą Adamiwną, którą odwiedziliśmy podczas drugiej akcji pomocowej latem 2017 roku. Już wtedy towarzyszyło nam silne odczucie, że widzimy ją ostatni raz. I faktycznie, kiedy przyjechaliśmy do niej we wrześniu okazało się, że pani Maria zmarła w swojej chacie. Odwiedziny skończyły się na cmentarzu w swojej rodzinnej, opuszczonej wiosce.

"Nie ma co się bać tego promieniowania. Mieszkać nie wiadomo gdzie i umierać daleko od domu - to jest straszne. A kiedy jesteś w swoim domu i na swojej ziemi to wtedy Ci nic nie jest straszne" - powiedziała Maria podczas ostatniej wizyty.

Kto i ilu z nich odejdzie w kolejnym roku? Miejmy nadzieję, że jak najmniej. Czas jest jednak dla człowieka nieubłagany, a z każdym z tych ludzi umiera także kawał historii na podstawie której można by stworzyć niejeden film. Pomóżmy im na tyle ile możemy, zanim na zawsze odejdą w zapomnienie.

O autorze / Zespół

Jesteśmy Napromieniowani.pl - fotografami, podróżnikami, eksploratorami miejskimi, ale przede wszystkim ludźmi. Od 4 lat intensywnie eksplorujemy Czarnobylską Strefę Zamkniętą, poznając ją i fotografując nim całkowicie przepadnie. Nasze poczynania w skażonej Strefie możecie na bieżąco śledzić na naszym facebookowym profilu, gdzie zamieszczamy zdjęcia, filmy i masę tekstu a także na różnego rodzaju wykładach na uczelniach i wydarzeniach, walcząc przy tym z mitami jakie obrosły wokół Czarnobyla.

W trakcie 150 dni spędzonych w Zonie zobaczyliśmy tam wiele: odnaleźliśmy w Zonie źródła największego promieniowania, weszliśmy na najwyższe obiekty, byliśmy we wnętrzu Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej. Teraz czas zejść na ziemię, by pomóc samosiołom.

Ocena

Brak ocen

Komentarze

Czego szukasz?

  • Wszystkie
  • Udane
  • Trwające
Pytania? Pisz śmiało!